STRONY

środa, 18 listopada 2015

"Wolę być szczęśliwym pulpecikiem, niż nieszczęśliwym chudzielcem", czyli kilka słów o mojej wadze ;)

Na samym początku zaznaczam, że nie wszyscy oceniają mnie tak jak to opisałam w poniższym tekście. Mąż jest bardzo zadowolony z tego jak teraz wyglądam. Najbliższa rodzina i przyjaciółki też mówią, że teraz wyglądam najlepiej w całym moim życiu. Jednakże każda z Was wie jaka jest psychika kobiety. Każde przykre słowo czy komentarz dotyczący wyglądu zawsze gdzieś tam w nas jest i rozbrzmiewa echem w naszych głowach. I obojętnie jak bardzo inne osoby zapewniają nas, że jest dobrze, to i tak wciąż mamy wątpliwości.

***





Od dzieciństwa borykałam się ze skrajną chudością. Jadłam bardzo dużo, a wyglądałam jak osoba z poważnymi problemami żywieniowymi. Wszystkie badania ok, pod kątem lekarskim zdrowa jak ryba. Po prostu taka już byłam. Sylwetka zaczęła mi się zmieniać jak miałam 16-17 lat. Nabrałam 10kg, potem kilka zgubiłam i utrzymywałam mniej więcej sylwetkę z środkowego zdjęcia. Wszystko się zmieniło kiedy poznałam mojego męża i zamieszkałam z nim (dwa miesiące po zrobieniu środkowej fotki). Przeszłam z aktywnego trybu życia, na spokojny, siedzący. I chociaż teraz jem niewiele, przytyłam w sumie w ciągu trzech lat jakieś 15-18kg. Nie uważam, że jestem gruba, bo do grubej mi daleko. Czuję się dobrze w takiej figurze w jakiej jestem teraz. To ludzie są straszni. Ich bezczelność jest osłabiająca. Z bardzo wychudzonej dziewczyny stałam się dobrze wyglądającą kobietą. A wiecie jakie komentarze usłyszałam w ciągu ostatnich trzech lat?

"Ale się spasłaś"
"Przytyłaś"
"Ale dostałaś grubą dupę"
"Masz grube nogi"

Najlepszy jest dzisiejszy komentarz, który otrzymałam tutaj na blogu:

"Ale się zaniedbałaś, aż szkoda patrzeć. Współczuję męzowi, jak tak będziesz kg łapać, to za rok cię będzię toczył". 


Podziwiam zacięcie, bo mnie nie chciałoby się o 5:15 rano włazić na bloga osoby, na którą nie mogę patrzeć i wstawiać jej komentarze na temat wagi :D

Nie wspominając o tym ile razy zapytano mnie lub obgadano, sugerując, że jestem w ciąży. Notorycznie się to zdarza. Mieszkam tutaj w Berlinie i doszło do tego, że przyjeżdżając do mojego rodzinnego Poznania zabieram same wielkie, za duże ciuchy żeby maskować te krągłości, które się pojawiły, bo mam dosyć tych bezmyślnych słów. Każda z nas mogłaby się czuć dobrze w swoich ciałach, to ludzie powodują w nas niechęć do nas samych. To słowa ludzi rozbrzmiewają później echem w mojej głowie, kiedy patrzę na siebie w lustrze. To ich słowa wychodzą z moich ust, które wypowiadam do siebie: "Jesteś tłusta, gruba, obleśna, spasiona". Jednocześnie lubię nową siebie, bo nie jest mi tak zimno, tak boleśnie jak wtedy kiedy byłam taka okropnie chuda. Wiem, że tak wyglądam zdrowiej, lepiej i przede wszystkim teraz jestem szczęśliwsza. Ale do cholery gdybym nawet miała ten rozmiar XXXL to jakoś mogłabym zrozumieć głupie komentarze, ale ja noszę ubrania od M do XL! Czy naprawdę teraz trzeba wyglądać jak Anja Rubik, która zdecydowanie ma niedowagę???? Wyglądałam tak i to nie było fajne. Czy ludzie są tak głupi, że podążają ślepo za pseudo ideałami znajdującymi się w modowej prasie? Czy teraz każda dziewczyna musi biegać w maratonach, uprawiać fitness i czcić Chodakowską? Z każdej strony krzyczą do nas, kobiet, dobre rady, jak być chudą, jak zrzucić parę kilo, jak uprawiać fitness. Dziewczyny szaleją i katują swoje ciała, żeby tylko wyglądać jak najbardziej fit. Oczywiście nie mam nic do tego, chcą być wysportowane, wyglądać lepiej. Proszę bardzo. Jednak tak samo jak ja nie mam nic do tego, że ktoś ćwiczy, tak samo chciałabym żeby inni nie wtrącali się do mojej wagi i wyglądu. Wolę być szczęśliwym pulpecikiem, niż nieszczęśliwym chudzielcem, którym przecież byłam.

Kiedy byłam bardzo chuda również wysłuchiwałam komentarzy:

"Jesteś za chuda!"
"Przytyj trochę"
"Jesteś anorektyczką?"
"Szkieletor"

Jak widać ludziom nigdy nie można dogodzić. Dlatego mam apel, do nas, kobiet: Wyglądajmy tak jak chcemy i tak jak czujemy się dobrze. I mam apel do bezmyślnych ludzi: zastanówcie się zanim zaczniecie kłapać dziobem, bo wasze wścibstwo, wasze "dobre" rady, wasza bezczelność, zasługują jedynie na potępienie. Nigdy nie wiecie jak bardzo możecie zranić swoim słowem. Nie wyobrażam sobie podejść do znajomej i powiedzieć do niej: "Przytyło ci się w ostatnim czasie co nie?" albo "Czyżby powiększała się wam rodzinka?". Według mnie jest to bezczelne i chamskie. Proponuję każdemu zająć się sobą, bo każdy z nas ma jakieś swoje małe wielkie problemy. Jedyną rzecz, która odrobinę mi przeszkadza w mojej sylwetce, to brzuch. Niestety mam taką budowę ciała, a nie inną, że tworzy mi się tzw. oponka. Tym bardziej widoczna przez moje schorzenie kręgosłupa. W chwili obecnej ważę około 68kg, waga mi się waha. Raz mniej, raz więcej. Nie zamierzam jednak doprowadzić siebie do otyłości i myślę, że w przyszłym roku zacznę odrobinę ćwiczyć. A teraz przyjrzyjcie się moim zdjęciom powyżej i same pomyślcie, gdzie wyglądam najlepiej, najzdrowiej? Większość z Was powinna odpowiedzieć, że na trzecim zdjęciu. Niedowaga nie jest fajna i szczerze współczuję dziewczynom, które miały problem jak ja i za nic nie mogły przytyć. Dla mnie najważniejsze jest teraz, że mój mąż kocha mnie taką jestem i taka mu się podobam. 

A teraz kilka wybranych fotek dokumentujących moje "roztycie" :)

Aż mi jest samej siebie żal jak na siebie patrzę.

Troszkę przytyłam.


2011 i 2012 znowu bardziej schudłam.

Dużo chudsza. 

Widać nabyte kilogramy przy Bąbelku.

Tutaj także. Buzia się zaokrągliła i nogi są masywniejsze.

68kg - nadal czuję się ze sobą dobrze, jedynie brzuch mi trochę przeszkadza. 


Tak wygląda moja "wagowa" historia.
Pozdrawiam serdecznie! Za równo te za chude jak i te za grube dla naszego społeczeństwa! :) Bądźcie sobą i kochajcie siebie, to najważniejsze :) 

I pozdrawiam również radosne anonimki, które z braku lepszych tematów zaczęły czepiać się mojej wagi :) Bardzo mnie to cieszy, że możecie czepiać się tylko tego, bo przy tym jak bardzo życie daje mi popalić moja waga to dla mnie najmniejszy i najdrobniejszy problem ;) I niestety nie zaspokoję Waszej ciekawości, pisząc o co chodzi, nie dam powodów do komentowania :* Tak więc zajmujcie się dalej tym jak wyglądam. Na Wasze nieszczęście czuję się ze sobą dobrze, więc powodzenia! ;)

11 komentarzy:

  1. Jeśli przytyłaś 16kg jedząc niewiele to zbadaj sobie lepiej hormony, szczególnie jeśli chcesz mieć dzieci. Nie zaszkodzi, a warto sprawdzić czy wszystko jest na pewno w porządku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim przypadku to raczej główną przyczyną jest zmiana trybu życia, ponieważ przed wyjazdem do Berlina od rana do wieczora biegałam, a w Berlinie, chcąc nie chcąc, wiele obowiązków mi odeszło i z energicznego tempa przeszłam na spokojne. A co do badań, staram się robić raz do roku i właśnie zamierzam wybrać się na badania :) Dziękuję za radę. Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Byłaś super wtedy i jesteś super również teraz :)
    Waga dla tych którzy Cię kochają cenią i lubią i szanują, nie będzie mieć nigdy znaczenia.
    Jesteś wciąż tą samą Zuzką, którą pamiętam z gimnazjum :)
    Jesteś mega! Szczęśliwa Kobieta z pasją i uśmiechem na buzi :) to zapamiętam o Tobie, a nie ilość Twoich kg
    Trzymaj się cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję Marta! :) Pozdrawiam serdecznie! :**

      Usuń
  3. Racja, każdy powinien zająć się sobą. Jeżeli dobrze czujesz się mając 68kg, to czemu na siłę masz chudnąć bo ktoś Ci napisze ANONIMOWEGO hejta? Rozumiem - powiedzieć siostrze, mamie, przyjaciółce że przytyła, a być może to problem hormonalny, niech sie przebada itd - wiesz, tak z troski.. ale obcej osobie? Nawet jeśli ktoś bliski przytył, ale wszystko ze zdrowiem jest w porządku, a ta osoba czuje się dobrze, to niech ma tyle kg ile chce :) A do obcej osoby u której nie wiemy czy właśnie nie jest chora, ma inne powody, a może właśnie mając więcej kilogramów czuje się super sexy i w oczach najbliżej osoby jest jeszcze piękniejsza niż była chuda, nie mamy prawa pisać takich rzeczy. Nie wiem czy ludzie kiedyś zmądrzeją... :)

    PS podziwiam że pomimo hejtów które wymieniłaś, dodałaś taki post, bo zazwyczaj waga to sprawa krępująca dla wielu kobiet. Super że czujesz się dobrze :) Pozdrawiam serdecznie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mądrze napisane :) Zgadzam się z Twoimi słowami :)
      Rozmowa czy pisanie o wadze mnie nie krępuje, ale kiedy mijam sąsiadów lub inne znajome "z widzenia" osoby w rodzinnej okolicy, które wpatrują się w mój brzuch, jest już bardzo krępujące i wręcz irytujące :| Pozdrawiam ciepło! :*

      Usuń
    2. No niektórzy ludzie to się masakrycznie zachowują.. Zresztą nawet jakbyś była w ciąży to przecież jesteś po ślubie, masz męża i jesteś dorosła :) Nie widzę nic dziwnego w tym, że mogłabyś być w ciąży :) Ale tak czy siak, zawsze znajdzie się ktoś chętny do obgadania i patrzenia krzywym okiem.. :P

      Usuń
    3. Dokładnie tak :) Tym bardziej, że na pewno, gdybym była w ciąży, byłaby to dla mnie radosna nowina i podzieliłabym się tą informacją. Nie musiałabym jej ukrywać :)

      Usuń
  4. Wg. mnie idziesz trochę ze skrajności w skrajność. Fajnie wyglądałaś w 2013 roku - nie za chuda, nie za gruba. Teraz masz bardzo masywne nogi, co niestety nie wygląda dobrze. Warto się wziąć za siebie, zacząć ćwiczyć i żyć zdrowo, we wszyskim zachowując umiar. Poza tym, jak pokazujesz zdjęcia z wyjść, to jecie głównie fasfoody i słodycze, więc nie jest to kwestia zmiana trybu życia na siedzący, ale też i tego co się je. To nie jest hejt :) Pozdrawiam Kornelia.
    PS. Oczy masz dalej czarujące, mimo nadmiaru kg :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze się teraz czuję, ale jednak dziękuję za radę. Ćwiczenia i odżywianie się zdrowo uczyniłyby mnie nieszczęśliwą. Jeśli Tobie to sprawia szczęście, to nie mam nic do tego. Ja sobie nie wyobrażam siebie stosującej dietę i odmawiającej tego co lubię jeść. Co do zdjęć. Normalne, domowe jedzenie mam na co dzień, więc trudno, żebym robiła zdjęcia codziennych obiadów i wstawiała na instagrama czy bloga. Co do jedzenia nad morzem, większość ludzi chyba jada smażoną rybę z frytkami, niż jakieś sałatki. KFC uwielbiam i jadam je raz na 3 miesiące, zawsze jak jestem w Polsce. Kiedy byłam taka wychudzona jak na pierwszych zdjęciach, jadałam zdecydowanie więcej fastfoodów niż teraz :) :) Myślę więc, że to chyba jednak zmiana trybu życia :P
      Dziękuję za Twój kulturalny komentarz. Pozdrawiam! :)

      Usuń
  5. Jakoś "znikł" mi ten post wcześniej. Ty masz być gruba??? Chyba ktoś zwyczajnie chciał Ci zrobić przykrość i dlatego wysmażył taki post nad ranem.
    Od wagi ważniejsze samopoczucie i wyniki krwi. Ja borykam się z niedowagą i wierz mi - to jest, moim zdaniem, trudniejsza kwestia. Taka sytuacja - w wyniku jakiegoś zamieszania nie zdążę zjeść większego posiłku, nie dośpię, stres, ból i co? Waga leci niebezpiecznie na łeb i szyję. Dla mnie to może być już zagrożenie zdrowia, poważne zagrożenie. Co się dzieje, gdy ktoś przytyje parę kilogramów? Nic, zawsze może je zrzucić, jak się uprze. Niedowaga wynikająca nie z głodzenia, czy nadmiernego wysiłku to koszmar. Trudno przytyć choćby pół kilo, a każde schudnięcie to jakaś masakra, stres jak diabli, często wręcz rozpacz. Tak to wygląda z mojego punktu widzenia.
    Ludzie oceniający innych pod kątem wagi to dla mnie ludzie, którzy chcą się dowartościować krytyką innych. Nie ma się co na ich "opiniach" skupiać. To oni mają problem :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz i odwiedziny :)