STRONY

wtorek, 13 maja 2014

Cała JA - moje zainteresowania, charakter i ciekawostki z życia codziennego.



Kilka dni temu dostałam nagłej weny na opisanie siebie. Zaczęłam pisać i tak pisałam, pisałam... Aż powstał ten obszerny tekst. Ponieważ zbliża się rok istnienia tego bloga, myślę że ten post to dobry pomysł na przybliżenie mojej osoby stałym i nowym czytelnikom. Choć sporo możecie się dowiedzieć na bieżąco z postów, to jednak zawarłam tutaj wiele faktów, których nigdy wcześniej nie zdradzałam.


Kiedy skończyłam pisać ten tekst, doszłam do wniosku, że mimo swoich wad, mimo rzeczy, których nie umiem, a które mnie zawstydzają, mimo kompleksów i braku wielu rzeczy LUBIĘ SIEBIE.

Uważam, że każdy powinien dostrzegać w sobie pasje i talenty, widzieć to co dobre, akceptować wady i doceniać zalety. Nie możemy się ciągle krytykować, inni skutecznie robią to za nas. Przyznawajmy się do swoich błędów. Róbmy głupoty. Chadzajmy własnymi drogami. Spełniajmy swoje marzenia. Doceniajmy życie. Kochajmy. Róbmy to co sprawia nam przyjemność. Bądźmy sobą. Bądźmy szczęśliwi. Tak po prostu :)

***


Mam 22 lata. Urodziłam się i wychowałam w Poznaniu, ale obecnie mieszkam w Berlinie z moim mężem Piotrem. Mam kota Feniksa/Kicaja, który ma prawie 9 lat. W przyszłości chcę mieć dwoje dzieci, a za kilka lat wrócić do Poznania.

Moją pasją i hobby jest fotografia. Fotografuję wszystko. Od różnych pięknych miejsc, przez ludzi, aż do makro. Fotografia jest też dla mnie przyszłościowym źródłem dochodu. Zamierzam realizować się w tej dziedzinie na co dzień, ucząc się i zarabiając na codzienne życie.

W wolnym czasie lubię oglądać filmy (dramaty, komedie, filmy romantyczne, sensacyjne), czytać książki (głównie dramaty, prawdziwe historie, młodzieżowe, kryminały i horrory, a na końcu fantasy), duuużo spacerować, gotować, sprzątać, blogować, bawić się z kotem, a jak jestem w Poznaniu to spotykać się z przyjaciółkami.

Lubię też słuchać muzyki. Nie mam ulubionych wykonawców, słucham raczej tego co jest aktualnie na topie, jednak bardzo lubię stare kawałki z lat 80 i 90. Lubię też stare disco polo, przy którym można się dobrze bawić oraz techno! To trochę dziwne, bo nigdy w życiu nie byłam na dyskotece, ale uwielbiam takie "rąbanki". Najrzadziej słucham metalu czy rapu.

Uwielbiam przyrodę! Mogłabym godzinami spacerować po parkach, polach, nad jeziorem, czy gdziekolwiek gdzie jest niewielu ludzi, a za to mnóstwo zieleni, ćwierkających ptaków, motyli i kwiatów. Dwugodzinny spacer w mieście męczy mnie bardziej niż pięć godzin w parku czy lesie.

Motyle są najbardziej ulubionym przeze mnie obiektem fotografowania. Uwielbiam "polować" na nowe okazy. Uwielbiam też kwiaty. Najbardziej tulipany, róże, gerbery, goździki, konwalie, bez, motyli krzew, lilie, krokusy, kwiaty drzew owocowych np. wiśni itd. Oczywiście je też bardzo lubię fotografować.

Przy całym moim zwariowanym charakterze jestem spokojną, rozsądną i odpowiedzialną osobą. Raz w życiu próbowałam zaciągnąć się papierosem i utwierdziłam się tylko w tym, że moja nienawiść do tego nałogu jest słuszna. Zdecydowanie rzadko piję, przeważnie tylko okazyjnie. Na co dzień zdarzy się z trzy razy w miesiącu jak wypiję małe piwo (szał!). Jestem wrogiem wszelkich używek i uzależnienia się od czegokolwiek. Nienawidzę narkotyków. Nie popieram palenia marihuany i nadmiernego spożywania alkoholu. Nie wnikam jeśli robi to ktoś z moich znajomych, ale nie ma możliwości, żeby ktokolwiek kiedykolwiek mnie do czegoś podobnego namówił. Zawsze unikałam też dyskotek i imprez. Nigdy w życiu nie byłam na imprezie. I szczerze nie czuję się z tego powodu skrzywdzona przez życie. Nie uważam, że wszystko jest złe, bo jeśli ktoś jest odpowiedzialny to nawet w złym towarzystwie i w nieodpowiednim miejscu zachowa zdrowy rozsądek. Jednak jeśli ktoś pochodzi z rodziny patologicznej, jak ja, i w dzieciństwie naoglądał się sporo awantur, alkoholizmu itd, to ma do wyboru dwie drogi - albo pójdzie w tę samą stronę co niektórzy członkowie rodziny, albo wyrzeknie się wszystkiego i będzie unikał jak ognia tej złej drogi. Ja wybrałam tę drugą opcję i nie żałuję. Być może z tego powodu mam niewielu znajomych, ale za to tych których mam nie zamieniłabym na setki innych.

Co do mojego charakteru. Jest trudny i bardzo zróżnicowany. Jednocześnie jestem wesoła, uczuciowa, rodzinna, towarzyska, wygadana, energiczna, a z drugiej strony outsiderka, domatorka, cicha, skryta, nerwowa i leniwa. Potrafię być bardzo uprzejma, grzeczna i spokojna, a w innej chwili złośliwa, wredna i wybuchowa. Jestem też troskliwa, opiekuńcza i wrażliwa. Staram się być szczera, nie lubię fałszywych i obłudnych osób. Niestety wokół mnóstwo takich.

Powyżej trochę skłamałam z tymi uzależnieniami. Jestem uzależniona od fotografowania, internetu, Facebooka, słodyczy i fast-foodów. Odżywiam się okropnie. Aż strach to przyznać, bo teraz przecież panuje moda na bycie fit. Wielu z moich znajomych, których mam na fejsie, ćwiczy, trzyma zdrową dietę, biega i uwielbia Chodakowską. Zewsząd napierają na mnie informacje o dietach, zdrowym odżywianiu, ćwiczeniach, bieganiu, siłowniach itd. No, ale co ja poradzę, że uwielbiam tego chemicznego i sztucznego hamburgera z Maca, czy te okropne skrzydełka z KFC? Idealną przekąską do filmu są frytki lub popcorn. A na punkcie produktów Milki mam hopla. Czasem narzekam na swój brzuch i uda. Jednak wiem, że ograniczając to co lubię i zmieniając mój tryb życia na fit, nie byłabym szczęśliwa.

Nie znaczy to oczywiście, że jem tylko śmieciowe jedzenie. Nie nie. Do Maca chodzę raz, dwa razy na miesiąc. KFC jeszcze rzadziej. Częściej jem kebaby, frytki i pizzę. Na co dzień jednak jem normalne, domowe jedzenie, przygotowywane przeze mnie. Uwielbiam też owoce: banany, jabłka, truskawki, mandarynki, pomarańcze, jagody, winogrono, kiwi, brzoskwinie i morele i pewnie jeszcze inne, o których zapomniałam. Lubię domowe owocowe koktajle i kompoty. Uwielbiam zupy: pomidorowa, grochowa, żurek, jarzynowa, ogórkowa, grzybowa. Szaleję na punkcie spaghetti i fasolki po bretońsku (w moim wykonaniu). Bardzo lubię kawę latte macchiatto, pepsi i soki przecierowe.

Rodzina jest dla mnie bardzo ważna. Zwłaszcza najważniejsi jej członkowie, czyli moja mama, siostra i mój cudowny mąż. Z mamą mam niesamowitą relację. Jest dla mnie nie tylko mamą, ale też starszą siostrą i najlepszą przyjaciółką. Siostra jest młodsza ode mnie o 14 lat, więc ja dla niej jestem jak druga mama. Pomagałam w jej wychowywaniu i wiele się dzięki temu nauczyłam. A mój mąż jest najlepszym mężczyzną jakiego kiedykolwiek znałam. Nasz związek jest piękny, a uczucie, które nas łączy jest mocne, trwałe i niesamowite.

Z innych ciekawostek: szaleję na punkcie koloru fioletowego, moją ulubioną marką aut jest AUDI, miałam na głowie około sześciu kolorów, podobają mi się kobiety (ale nie jestem biseksualna), moim typem jest Nina Dobrev i Jessica Alba. Są po prostu śliczne. Na ulicy jednak moją uwagę przyciągają kobiety z fajnymi, krótkimi fryzurami. Wiem, jestem dziwna :P Uwielbiam oglądać seriale. Aktualnie na bieżąco jestem z dwoma: "Gra o tron" i "Bates Motel". Poza tym oglądałam i mam do nadrobienia kilka innych fajnych seriali: "Pamiętniki wampirów", "The Originals", "The Walking Dead", "Plotkara", "Zaklinaczka duchów". Najbardziej lubianą przeze mnie porą roku jest wiosna, najmniej zima. Uwielbiam koty, jestem okropną kociarą. Nie cierpię mojej wady kręgosłupa, przez którą mam kompleksy. Ale ta nienawiść równoważy się z tym, jak bardzo lubię swoje wielkie, zielone oczy :P Jest to jedyna rzecz po moim ojcu, którą lubię. Nie umiem pływać. Właściwie niewiele umiem, bo w dzieciństwie nie miał kto mnie czegokolwiek nauczyć. Ojca nie miałam, a mama pracowała i ogólnie prawie jej nie było. Głównie bywałam z prababcią, która nauczyła mnie kochać przyrodę i zabierała mnie na długie, piesze wędrówki, po wielu pięknych zakątkach Poznania. Nie umiem jeździć na rolkach, łyżwach, rowerze. Kiedy byłam dzieckiem nie przelewało się nam, nawet nie miałam roweru czy innych z tych wymienionych przeze mnie rzeczy. A później im byłam starsza, tym większy czułam wstyd i bałam się nauczyć...

Podsumowując: mimo wszystkich rzeczy, których nie potrafię, tych złych wydarzeń i osób, które przewinęły się w moim życiu, jestem szczęśliwą osobą. Naprawdę szczęśliwą. Mam zdrowie, nie licząc mojego chorego kręgosłupa, który czasem doskwiera okropnym bólem pleców i stawów. Mam cudownego męża, którego bardzo kocham i który tak samo mocno kocha mnie. Mam wspaniałą mamę. Kochaną siostrę. Dwie babcie, i resztę rodziny. Mam przyjaciółki. Mam coś w czym się spełniam - fotografię. Mam sprawne wszystkie pięć zmysłów. Mam swoje zainteresowania, które mąż dzieli razem ze mną. Mam wsparcie bliskich. Choć nie mam wszystkiego co chciałabym mieć, właściwie to co mam to połowa tego co chcę, jednak wciąż mam naprawdę wiele i nauczyłam się to doceniać.


18 komentarzy:

  1. O kobieto tyle mamy wspólnego od pasji przez papierosy, koty, żarcie w fastfoodach i szczęśliwym związku :) Naprawde :) Jak będzie kiedyś okazja musimy się spotkać! Bo czuje, że świetnie byśmy się dogadały :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe to bardzo fajnie, że mamy tyle wspólnego :) :) Może kiedyś nadarzy się jakaś okazja ;)

      Usuń
  2. Dużo z tych cech się domyślałam, ale teraz utwierdziłam się w moich przekonaniach :) Bardzo fajny post :) Buźka :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, że na tyle wczytujesz się w moje posty, że udało Ci się rozszyfrować kilka z moich cech :) Dziękuję, buziaki! :** :**

      Usuń
  3. ...no proszę, nie każdy potrafi przyznać się do słuchania disco polo. A szkoda, bo przecież wszyscy dobrze wiemy, że mamy słabość do takiej muzyki. Publicznie się zaprzecza, udaje, że nie zna poszczególnych kawałków, a na dyskotece/koncercie wszyscy śpiewają, tańczą i bawią się świetnie. Ot, taka mała, nieszkodliwa społecznie hipokryzja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehe coś w tym jest ;) Ja może nie słucham go na co dzień, ale przy każdej rodzinnej imprezie króluje właśnie disco polo i stare utwory z lat 80, 90. Masz rację, najczęściej jest tak, że na imprezach każdy najlepiej bawi się przy disco polo. Spójrzmy chociażby na wesela :D Dobrze to ujęłaś :)

      Usuń
  4. ...aż bezsensownym bym go nie nazwała, jednak pewien niedosyt zawsze jest. Że mogło być lepiej, intensywniej, ciekawiej... Na warunki atmosferyczne wpływu nie mamy, lecz na atmosferę podczas podróży już tak - dlatego, mimo wszystko, zawsze staram się zachować dobre samopoczucie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie zdjęcia z wypadów są ogromnie ważne, więc czasem rozczarowanie jest duże. Choć też staram się mimo wszystko być zadowolona, że gdzieś byłam i coś zobaczyłam. Jakby nie było najlepsze zdjęcia powstają w naszej głowie i są tam zawsze :) Nawet jeśli aparat nie uchwycił czegoś tak jak to widzą oczy :)

      Usuń
  5. Jesteś tak szczerą, otwartą osobą, że sama podobnie bym Cię opisała :) Oczywiście bez biograficznych szczegółów. Cieszę się, że otwarcie mówisz: "Lubię siebie". Gdy na swoim blogu, z rok temu, tak napisałam, spotkałam się z krytyką. Wiesz, że to nie wypada, że trzeba być skromnym i inne bzdury. Krytykowała mnie tylko jedna, anonimowa osoba, z której wypowiedzi ziało negacją wszystkiego, czego nie rozumie, nie zna. Ot, taki ciężki przypadek :)
    Z Twoich wypowiedzi "wieje" ogromna radość życia, czuć, że jesteś osobą pozytywnie nastawioną do świata i samej siebie. To prawda, że jeżeli potrafimy kochać siebie, to umiemy obdarzać swoją miłością innych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo niektórzy ludzie nie potrafią zaakceptować samych siebie i niemożliwe dla nich jest to, że ktoś inny może siebie lubić. Takie jest moje zdanie. Ja miałam kiedyś z tym ogromny problem, nie lubiłam siebie, widziała w sobie mnóstwo kompleksów, sporo narzekałam. Ale im jestem starsza, tym więcej rozmyślam nad sensem życia. Cała czas powtarzam sobie, że mam dopiero 22 lata, że jeszcze sporo rzeczy z tych, które chcę zrobić i mieć, może się spełnić, bo mam tyle lat przed sobą. I mówię sobie, że nawet jeśli coś nie dzieje się teraz, to nie znaczy, że za jakiś czas nie będzie się to działo :) Mam sporo negatywnych dni, ale tu na blogu staram się chociaż dla samej siebie pisać optymistycznie, bo mi to w jakiś sposób pomaga. A z tym "lubieniem siebie" najbardziej pomogła mi akceptacja mojego męża. Wcześniej nie bardzo czułam się atrakcyjna, ale dzięki niemu się to zmieniło. Tak samo z moimi wadami. Nic nie poradzę, że mam taki charakter, a nie inny. Jestem wredzizną i nie da się tego ukryć :P Uważam, że każdy powinien siebie lubić i akceptować, bo wtedy życie jest łatwiejsze i bardziej kolorowe :)

      Cieszę się, że "wyłapujesz" tę moją radość z moich postów, bo ja naprawdę lubię życie i mam nadzieję, że będzie mi dane żyć jak najdłużej :) A co do ostatniego zdania z Twojego komentarza. Prawdą jest też, że jeśli potrafimy kochać siebie, to i inni bardziej nas lubią :)

      Usuń
  6. milo mi cie choc troche poznac:D na pewno przemila z ciebie dziewczyna:) pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I wzajemnie :) Pozdrawiam serdecznie! :)

      Usuń
  7. Dodałabym jeszcze parę cech, które sama zaobserwowałam, ale znowu tak słodzić mi nie wypada! Jedno wiem na pewno, masz ogrom powodów do tego żeby siebie samą lubić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehe Ty zawsze zostawiasz mi takie miłe komentarze, ale nie odbieram ich jako przesłodzone :** :)

      Usuń
  8. Ahh, nie dodało mi całego komentarza, a napisałam dość ważną rzecz! - Cieszę się że miałam okazję poznać taką fajna i mądrą osobe! ;**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi! Ja też się cieszę, że mogłam poznać Ciebie :** :)

      Usuń
  9. No no.. Naprawdę nieźle. Dużo się o tobie dowiedziałam. Cieszę się, że potrafisz docenić rzeczy niewielkie. Miałaś smutne dzieciństwo (choć pewnie było też mnóstwo chwil szczęśliwych), ale mimo wszystko podziwiam cię za siłę woli wytrwałość... Może czasem dzieci z patologicznych rodzin potrafią i rozumieją więcej niż ci ze "zdrowych"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, miałam raczej dość smutne dzieciństwo... Alkoholizm dziadka, brak ojca, mamy też niewiele. Częste awantury, uciekanie do sąsiadów, policja. Ale mimo wszystko cieszę się z tamtego dzieciństwa. Mimo, że nikt nie nauczył mnie rzeczy istotnych dla dziecka, to i tak doceniam to, że mogłam biegać po podwórku, wspinać się na drzewa, robić bazy, bawić się w szukano, wracać do domu usmarowana od góry do dołu błotem. Niewiele dzieci w tych czasach potrafi wyjść po prostu na dwór i pozwolić wykazać się swojej wyobraźni. Ja to robiłam i to było cudne. Tak więc mimo tych złych chwil sądzę, że miałam szczęśliwsze dzieciństwo od niejednego dziecka w obecnych czasach. Przynajmniej spędziłam je w 80% na dworze, a nie na laptopie, tablecie czy w smartfonie. Taka smutna prawda. A co do Twojej konkluzji na końcu... Hmm... Uważam, że z pewnością takie dzieci więcej rozumieją, są bardziej poważne i więcej rzeczy rejestrują. Ja byłam bardzo cicha, prawie się nie odzywałam, natomiast obserwowałam całe otoczenie i wszystkich ludzi. Zostało mi to do dzisiaj. A czy więcej potrafią? Jak widać z mojego posta, ja niewiele potrafię. Jedyne co mi dobrze wychodzi to fotografowanie i pisanie (chyba) :)

      A gwoli wyjaśnienia, ja byłam drugim pokoleniem tej patologii. Moja mama i jej dwaj bracia są dziećmi, nieżyjącego już, dziadka, który te awantury wszczynał. Oni mieli ból, strach i przemoc w większości swojego dzieciństwa. I tylko najstarsze z nich coś osiągnęło w życiu, mój wujek, który zrobił doktorat z informatyki i ma ogromnie wielki umysł. Tak więc ta teoria nie do końca się sprawdza. W jednym przypadku dziecko z patologicznej rodziny pójdzie w dobrym kierunku i coś osiągnie, a w innym pójdzie w złym i nie osiągnie nic.

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz i odwiedziny :)