STRONY

środa, 21 maja 2014

Mrożona kawa z likierem Baileys.

W ostatnim czasie polubiłam na Facebooku kilka fajnych stron z recepturami na szybkie i łatwe zimne koktajle oraz desery. Postanowiłam sobie, że tego lata blender będzie dosyć często gościł w mojej kuchni. Uważam, że lepiej samemu robić w domu owocowe koktajle, mrożone napoje czy desery, niż kupować gotowe w sklepie. W pierwszej kolejności moją uwagę przykuła mrożona kawa. Oczywiście zmodyfikowałam tamten przepis według własnego uznania i powstał nowy przepis a'la Bąbelkowa :D

Kawa jest po prostu pyszna i co ciekawe robi się ją w 5 minut! :)

Składniki: (na jedną osobę)
* 250ml mleka
* 30ml śmietanki 30%
* 30ml likieru Baileys*
* 2 łyżeczki kawy rozpuszczalnej
* 2 łyżeczki cukru
* 4 kostki lodu
* lody waniliowe, truskawkowe, czekoladowe lub jakiekolwiek inne
* bita śmietana do dekoracji

niedziela, 18 maja 2014

Centrum Berlina z filtrem dramatycznym - 17.05.2014

Wczoraj postanowiliśmy z mężem pojechać do centrum Berlina. Mieliśmy zamiar przejść się znanymi już ulicami, wśród znanych już budynków. Chyba nigdy mi się to nie znudzi, ponieważ Berlin jest naprawdę piękny i mogę wciąż być w tych samych miejscach. 

Zapomniałam jednak, że w weekend lepiej nie zapuszczać się w te najchętniej odwiedzane przez turystów miejsca. Wszędzie były tłumy. W dodatku wczoraj był finał Bundesligi na Olympiastadion i ludzi było zdecydowanie więcej, a w oczy rzucali się kibice Dortmundu i Bayernu. Miasto na jedną chwilę przybrało barwy żółci i czerwieni ;) W wielu miejscach odbywały się imprezy i festyny na świeżym powietrzu. Rozstawiono namioty z napojami, piwem, kiełbasą itd. Wiosną i latem centrum naprawdę tętni życiem.

W mieście spędziliśmy około pięciu godzin. Wysiedliśmy z S-bahnu na Friedrichstraße i przeszliśmy się aż do Unter den Linden i Bramy Brandenburskiej. Stamtąd skierowaliśmy się pod Reichstag - gmach parlamentu (Bundestag), zrobiliśmy kilka zdjęć i zawróciliśmy. Znów przeszliśmy obok Bramy, kierując się do Holocaust Mahnmal, czyli Pomnika Pomordowanych Żydów Europy. Następnie ulicą doszliśmy do Potsdamer Platz, gdzie postanowiliśmy zejść na stację metra i pojechać na Alexanderplatz. Przeszliśmy pod wieżą telewizyjną, udaliśmy się w kierunku Lustgarten, gdzie znajduje się moja ulubiona katedra. A stamtąd udaliśmy się na S-bahn, aż na Friedrichstraße, i wróciliśmy do domu. Tak więc przeszliśmy wszystkie najpopularniejsze zakątki centrum Berlina. No może jeden ominęliśmy -  Gendarmenmarkt. Uważam, że każdy odwiedzający Berlin powinien mieć te miejsca zapisane na swojej liście "do zobaczenia".


Standardowo robiłam zdjęcia (kompaktem). Tym razem postanowiłam jednak użyć jednego z wielu filtrów znajdujących się w aparacie. Filtr ten nazywa się "dramatyczny" i nadaje zdjęciom specyficznego charakteru. Ja go uwielbiam używać przy fotografowaniu budynków. Jak mówi portal optyczne.pl filtr "powoduje wydobycie sporej ilości detali zarówno ze świateł jak i cieni przy jednoczesnym wzmocnieniu kontrastu i nasyceniu kolorów." Bardzo lubię ten aparat właśnie ze względu na ilość różnych ciekawych filtrów i scen. Gdyby tak dało się połączyć lustrzankę, którą kupuję, z tymi filtrami z kompaktu, to byłoby idealnie! Ahh... ;)

Zobaczcie jak prezentują się budynki w "dramatycznej" odsłonie :)


Niektóre zdjęcia są w normalnej kolorystyce, np: zdjęcie Bramy. Po prostu zapomniałam sfotografować ją z użyciem filtru, więc jest całkiem zwyczajna.


wtorek, 13 maja 2014

Cała JA - moje zainteresowania, charakter i ciekawostki z życia codziennego.



Kilka dni temu dostałam nagłej weny na opisanie siebie. Zaczęłam pisać i tak pisałam, pisałam... Aż powstał ten obszerny tekst. Ponieważ zbliża się rok istnienia tego bloga, myślę że ten post to dobry pomysł na przybliżenie mojej osoby stałym i nowym czytelnikom. Choć sporo możecie się dowiedzieć na bieżąco z postów, to jednak zawarłam tutaj wiele faktów, których nigdy wcześniej nie zdradzałam.

wtorek, 6 maja 2014

Radość i szczęście, czyli Bąbelki na co dzień :)

Zdjęcia z pobytów w Poznaniu wstawiam tutaj na bieżąco, a tymczasem zupełnie zaniedbałam fotki z Berlina. Postanowiłam zrobić dzisiaj zdjęciowy post, składający się z naszych prywatnych fotek. Okazało się, że ostatnie zdjęcia z moim mężem, zrobione w Berlinie wstawiłam jakoś w lutym. To karygodne :P

Od kiedy nie mam lustrzanki, a na jej miejsce pojawił się kompakt, który zmieści się wszędzie, mam go przy sobie cały czas. Zawsze jak gdzieś idziemy lub gdzieś jesteśmy staram się, żebyśmy mieli kilka zdjęć zrobionych nawzajem oraz obowiązkowo kilka selfie! ;)

Większość z tych zdjęć wylądowałaby na moim Instagramie, niestety nadal nie mam dostępu do WiFi. Zmieni się to błyskawicznie jak zmienimy mieszkanie :P

sobota, 3 maja 2014

Rzepakowe pole - 27.04.2014

W zeszły weekend byliśmy u rodziny mojego męża, po drugiej stronie Berlina. Moja szwagierka, wraz z partnerem i dziećmi mieszka zupełnie na obrzeżach miasta, tak więc wystarczy przejść się 15 minut spacerkiem i gdzie nie spojrzeć - same pola. Czyli jak dla mnie raj na ziemi, bo w takich polnych klimatach czuję się jak w domu. Kilkakrotnie byliśmy już na spacerze na polach bliżej ich bloku, tym razem jednak poszliśmy w inną stronę, kawałek dalej. Kiedy drzewa, wśród których prowadziła ścieżka, przerzedziły się, moim oczom ukazał się niesamowity widok. Wiecie co? Może to głupie, ale nigdy nie byłam na polu rzepaku. Widziałam gdzieś tam z okna pociągu, czy auta, jednak zawsze z daleka. A tu wyszłam prosto w sam środek pola. Byłam oczarowana tym widokiem. Jak okiem sięgnąć morze żółci, oświetlone wiosennym słońcem. Ten ogrom wolnej przestrzeni, białe obłoki sunące po błękitnym niebie, lekki wiatr szumiący w polu, niesamowicie głośne bzyczenie pszczół zbierających żółty pyłek z rzepakowych kwiatów, po prostu sielanka. Całą sobą chłonęłam te dźwięki, widoki i zapachy. Oczywiście postanowiłam uwiecznić to miejsce aparatem, jednak żaden nie jest w stanie oddać tego co rejestrowały oczy, a już zwłaszcza kompakt. Zresztą zobaczcie sami.