STRONY

poniedziałek, 10 lutego 2014

Dzień, który odmienił moje życie...

Postanowiłam opisać pewne zdarzenie, do którego doszło w lipcu 2012 roku, którego nie potrafię zapomnieć, a które każdego dnia odciska swoje piętno na moim teraźniejszym życiu. Zwłaszcza w takie piękne, słoneczne dni, jak dzisiaj. 

Moja mama od kiedy tylko zaczęłam dorastać i wychodzić samotnie na dwór powtarzała mi do znudzenia, żebym uważała na siebie, uważnie patrzyła na prawo i lewo przechodząc przez ulicę, nigdzie nie chodziła po ciemku, nie podchodziła do podejrzanych mężczyzn itd. Kiedy byłam już nastolatką i zaczęłam interesować się fotografią, wychodziłam z aparatem na samotne wędrówki, mama mówiła żebym nie zapuszczała się nigdzie sama, bo ładna, młoda dziewczyna w dodatku z drogim aparatem może kogoś skusić. 

Słuchałam ją uważnie, oczywiście, zanim weszłam w jakieś zaułki czy krzaki najpierw rozglądałam się wokół. Robiłam kilkanaście ujęć i wychodziłam na widok, do ludzi. Jednak nigdy nie sądziłam, że zagrożenie faktycznie jest realne. Mówiłam: "Mamuś, przesadzasz. Kto chciałby mnie zaatakować? Poza tym szybko biegam, w razie czego przywalę mu aparatem i ucieknę". Właściwie chyba byłoby mi żal aparatu, no ale tak mówiłam. 


Niestety przestrogi mamy miały swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości, kiedy w ogóle się tego nie spodziewałam...

Tamtego lipcowego dnia, właściwie już wieczoru, wracałam od byłego chłopaka. W głębi duszy myślę, że to co się wtedy stało było dla mnie karą, bo nie byłam z nim już kilka miesięcy, a i tak do niego jeździłam. Wysiadłam z autobusu na pętli autobusowej w części Poznania, w której dziewczyna raczej nie powinna chodzić sama wieczorem. Miałam do przejścia kilkaset metrów do pętli tramwajowej, żeby wsiąść w tramwaj jadący do mojego osiedla. Niestety między jedną a drugą pętlą znajduje się przejazd kolejowy, który tamtego feralnego wieczora był zamknięty. Z którejś strony nadjeżdżał pociąg. Pokornie stanęłam przy szlabanie, czekając aż pociąg nadjedzie i przejedzie. Byłam trochę nerwowa, bo było około godziny 20, zaczynało się ściemniać, a wokół pustki. Rozglądałam się i w pewnym momencie zauważyłam dziwnie wyglądającego chłopaka kilka metrów za sobą. Może gdybym nie złapała z nim kontaktu wzrokowego to by się mną nie zainteresował? No niestety stało się inaczej. Odwróciłam się z powrotem w stronę torów i nagle poczułam, że ktoś mnie chwyta od tyłu za ramiona, w sensie obejmuje w klatce piersiowej i coś bełkocze mi do ucha. Nigdy w życiu się tak nie bałam. Wyrwałam się, zaczęłam coś wywrzaskiwać i zrobiłam najgłupszą rzecz z możliwych, pobiegłam po schodach w dół, do przejścia podziemnego. Napastnik oczywiście za mną. Nie wiem jakim cudem udało mi się uciec, biegłam tak szybko, że w ogóle nie sądziłam, że tak mogę, i to w dodatku w japonkach. Kiedy wybiegłam po drugiej stronie z przejścia, zauważyłam jakąś panią. Podbiegłam do niej i poprosiłam o pomoc, żeby mnie zaprowadziła do tramwaju, bo ktoś mnie napadł i za mną biegnie. Kobieta bardzo się przejęła i pomogła mi. Odwróciłam się tylko i zobaczyłam tego chłopaka, stojącego przy tamtym szlabanie, patrzył się na mnie chwile i potem zawrócił. Nie wiem co go do mnie przyciągnęło. Czy fakt, że byłam po prostu sama? Czy to, że miałam przy sobie torbę z aparatem, obiektywami, portfelem, a w dłoni całkiem nowego smartfona? Czy to jak byłam ubrana, bo miałam na sobie bluzkę na ramiączkach i krótkie spodenki? Czy była to chęć rabunku, czy gwałtu, czy jedno i drugie? Koleś był na 100% pod wpływem czegoś, podejrzewam że narkotyków. Na tyle zdążyłam się mu przyjrzeć. 

Kiedy już znalazłam się w tramwaju, poczułam jak bardzo cała się trzęsłam. Dłonie tak mi drżały, że nie potrafiłam wybrać numeru mamy i do niej zadzwonić. Cały czas bałam się, że on może jednak pójdzie za mną i wsiądzie do tego samego tramwaju. Jednak na szczęście nie zrobił tego. W końcu udało mi się wybrać numer mamy, jednak nie odbierała. Była na Termach z moją siostrą i jej tatą. Zdążyłam wrócić do domu i jeszcze na nią chwilę czekałam. Kiedy weszła do domu, rzuciłam się jej na szyję i rozpłakałam się. Zadzwoniłyśmy na policję, zawiadomiłam panią która odebrała telefon o tym, że na Starołęce napadł na mnie młody chłopak, że udało mi się uciec, ale martwię się, że inna dziewczyna może nie mieć tyle szczęścia. Pani zadała mi kilka pytań, stwierdziła że wyśle tam patrol. I to wszystko. Zadzwoniłam godzinę po tym zdarzeniu, więc ten chłopak mógł już dawno stamtąd odjechać. 

Zastanawiacie się pewnie, dlaczego myślę o tym akurat w słoneczne dni. Dlatego, że od tamtego czasu mam jakąś traumę i boję się wychodzić sama z domu, zwłaszcza tutaj w Berlinie. Boję się obcych mężczyzn, paraliżuje mnie strach kiedy ktoś za długo za mną idzie. Ogarnia mnie panika kiedy przypadkiem złapię kontakt wzrokowy z jakimś mężczyzną. Zwłaszcza kiedy tym mężczyzną jest Turek. Oni mają coś takiego we wzroku, co mnie przeraża. Nienawidzę schodzić sama na stację metra. Zrezygnowałam z moich ukochanych spacerów sam na sam z aparatem. Nie potrafię skłonić się do wyjścia z domu bez towarzystwa. A nawet kiedy już wyjdę strach nade mną panuje. Kiedyś wyjście z lustrzanką do parku, na pola, na łąki było dla mnie tak naturalne jak oddychanie, fotografowałam tak dużo... Kochałam to. Wychodziłam kilka razy w tygodniu na kilkugodzinne spacery, w uszy wkładałam słuchawki i słuchałam ulubionych utworów. Czerpałam radość i siłę z wszystkiego wokół. Uwielbiałam błękitne niebo upstrzone białymi obłokami, ćwierkające ptaki, cudowne kwiaty wychylające swoje łebki spośród ździebeł trawy, delikatne powiewy wiatru, szeleszczące w liściach, ukochane motyle przelatujące obok raz na jakiś czas, przysiadające na kwiatach, które z takim uwielbieniem fotografowałam, nawet bzyczące pszczoły, których także mnóstwo latało. Śmiałam się, że jestem jak bateria słoneczna, bo w słoneczny dzień po takim spacerze czułam się tak naładowana energią, jak ludzie, którzy ćwiczą lub biegają, po kolejnym treningu. 

Kiedy przeprowadziłam się do Berlina, a było to zaledwie cztery miesiące po tamtym zdarzeniu, mój strach się zwiększył. Ponieważ to miasto jest trzykrotnie większe od Poznania, ponieważ tutaj gdziekolwiek chcę się dostać muszę zejść pod ziemię, na stację metra. Ponieważ na każdym kroku są dilerzy i narkomani, zwłaszcza w tych stacjach pod ziemią. Ponieważ mieszka tu mnóstwo Turków. Nie, nie jestem rasistką, po prostu oni najbardziej mnie przerażają. Wszystkie te książki, które czytałam, o tym co potrafią robić kobietom wyznawcy islamu, wpływają na moją wyobraźnię. Zresztą mój mąż zna kilku Turków i wie, że większość z nich uwielbia Polki. 

Niby tamten chłopak nic mi nie zrobił, ale naruszył moje poczucie bezpieczeństwa. Kiedyś często chodziłam sama, głowę miałam podniesioną wysoko, harde spojrzenie. I taki epizod zmienił moją postawę o 360 stopni. Może jestem głupia, może przesadzam, może wyolbrzymiam całą sytuację. Jednak kto wie jak skończyłaby się tamta historia gdyby nie udało mi się uciec? Czy tylko okradłby mnie? Czy zgwałcił? Czy coś gorszego? 

I właśnie w takie słoneczne, piękne, ciepłe dni to zdarzenie odżywa na nowo w moich wspomnieniach. Ponieważ tak bardzo chciałabym spakować aparat, nagrać na telefonie ulubione piosenki, wyjść i robić to co kocham całą sobą. Być tam gdzie najlepiej się czuję, czyli pośród przyrody. Niestety strach jest silniejszy. Nienawidzę siebie za to jaka jestem słaba. Nienawidzę, bo przecież nic się nie stało, żebym mogła mieć takie uprzedzenia. Nienawidzę, bo fotografia to coś co kocham najbardziej na świecie, oczywiście poza mężem i moją rodziną. Nienawidzę, bo zamykam się w domu każdego dnia, sama na kilkanaście godzin. Jedynie niedziele napełniają mnie radością i energią. Wtedy dopiero jeżdżę z mężem do różnych pięknych miejsc i oddaję się swej ukochanej pasji. 

16 komentarzy:

  1. niepozytywna, znana mi już historia... dobrze, że nic Ci się nie stało. :**
    oby nigdy nas i naszych znajomych takie coś nie spotkało!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się cieszę, że najadłam się tylko strachu i nic poza tym :**

      Usuń
  2. straszna historia :< dobrze, że wyszłaś z niej cało :*
    Ja nie dość że boję się chodzić sama po zmroku, to boję się ciemności - nawet jak jestem w domu, a inni domownicy już śpią... masakra.... :<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się cieszę kochana :* Jednak skutki tamtego zdarzenia naprawdę uprzykrzają mi teraz życie... :|
      A z tą ciemnością mam tak samo, więc jesteśmy w tym razem :P Nocą jak muszę do toalety to przemykam szybko, nie rozglądając się na boki, do włącznika światła ^^ Nienawidzę ciemności :(

      Usuń
  3. O jejku! Aż miałam ciarki jak to czytałam! Bardzo Ci współczuję tego co przeżyłam i nie dziwię się, że teraz tak się boisz..Ja też naczytałam i naoglądałam się sporo o tych Turkach i też się obawiam u mnie w mieście na szczęście ich nie ma, ale tak samo chyba bym się bała. To głupie, że nie możesz robić tego co kochasz, bo nie pozwala Ci lęk, ale rozumiem, że się boisz mimo tego upływającego czasu ..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło, że są osoby, które rozumieją mój irracjonalny strach :)

      Usuń
  4. Słońce,przykro mi że takie okropieństwo Cie spotkało ;( Wierze,że na długo pozostanie to Twoja traumą ;( sama również mam lęk przed ciemnościa i dziwnymi mężczyznami,których niestety mnóstwo jest w każdym mieście, ja niestety już od dłuższego czasu mam tak,że idac ulicą,czy jadąc rowerem nie patrze się w strone mężczyzn,wiem że może być to dziwne,lecz mam generalnie jakiś wewnętrzny uraz przed tymi niesmacznymi spojrzeniami ;/
    Dobrze,że masz opiekuńczego męża dzięki któremu czujesz się bezpieczna i spokojna ;* Współczuje Ci z calego serca,że teraz tracisz na tym lęku ;( i nie mozesz realizować swojej miłosci i pasji kiedy tylko tego zapragniesz ;*
    Pamiętaj,jestes wyjatkowa i na pewno to był rodzaj "znaku', przestrogi,byś uważala na siebie i dbała o swoje bezpieczeństwo,napewno na Twoim miejscu też bym miala głęboką,dozgonna traume ;(
    Ślę Ci moc ciepłych buziaków ;* Madziula**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ten głupi strach, który nie pozwala mi robić tego co tak uwielbiam... Jednak wspaniała jest świadomość, że ma się wokół takie dobre osoby jak Ty Serce :** Dziękuję Tobie za te komentarze :) Jesteś kochana :) :*:*

      Usuń
  5. Słońce, współczuje Ci z całego serca :( wierze,że napewno mocno odbiła się ta okropna sytuacja w Twojej pamieci i psychice ;( Boli mnie fakt,że tyle niebezpieczeństw czycha wszedzie ;( i przez to nie mozesz do konca,w pełni realizować swojej miłości i pasji jaką jest fotografia ;(
    Sama od już dłuższego czasu mam tak,że ilekroć ide ulicą czy jadąc rowerem, nie patrze w oczy facetom, wogóle ich omijam wzrokiem,nie cierpie tych zboczonych spojrzeń,ohydnych spojrzeń ;/ Nie wiem skąd tak silny uraz,ale nie potrafie idac nie wiem nawet sie slodko usmiechnac do któregoś...
    Kochana jestem spokojna o Ciebie,bo chroni Cie teraz bezpieczeństwo i miłość jaką obdarza Cię Twój mąż i i zobaczysz,że mimo traumy,może z czasem bedziesz bardziej spokojna o siebie,choć wiadomo z traumami jest trudno walczyć ;(
    Całuje Cie mocno ;* :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zostawiłam oba Twoje komentarze, bo choć są podobne, to jednak różnią się i widzę, że w obu wyraziłaś trochę inne zdanie :))

      Usuń
  6. ojejku jaka historia dobrze, że skończyła się tak a ie gorzej...
    Jeśli nadal czujesz wielki niepokój i stres związany z tamtym wydarzeniem to może warto wybrać się do psychologa na terapie..
    Na pewno Ci nie zaszkodzi o może pomoże...;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanawiałam się już nad dwoma rozwiązaniami - psychologiem lub zajęciami z samoobrony. Coś chyba będę musiała z tym zrobić, bo nie mogę do końca życia zamykać się w domu...

      Usuń
  7. To świat nas doprowadza do takiego stanu, bo dzieją się takie straszne rzeczy, że nawet matki zabijają swoje dzieci, więc komu tak naprawdę można ufać? Kochana, nie wyolbrzymiasz i wierze, że to odbiło się na Tobie i Twojej psychice. Tutaj w Szwecji jest naprawdę wiele obcokrajowców, szczególnie ciemnoskórych i także Turków, więc rozumiem jaki strach czujesz. Kiedyś pracowałam w takim mini kiosku i obok był sklep gdzie właścicielem był Turek i codziennie przychodził i po prostu mnie obserwował. Strasznie to mnie denerwowało, wtedy jeszcze nawet nie znałam języka szwedzkiego, ale w końcu zapytałam go o co chodzi, a on poprosił o mój numer i już wiedziałam, że coś nie gra, więc udałam że nawet angielskiego nie znam. Tyle dobrego, że to były ostatnie dni mojej pracy i więcej go nie spotkałam. Mieszkam w dość małej miejscowości, w której czuję się w miare bezpiecznie, ale to też dzięki temu, że będąc w szkole językowej poznałam wielu ludzi, którzy pochodzą np. z Serbii i takich tam krajów i oni znają tutaj prawie wszystkich. Dużym szczęściem jest to, że mnie polubili, a miałam dobry patent od początku mówiłam wszystkim, że wole dziewczyny niż chłopaków, więc nawet nie podrywali mnie. Minusem jest to, że jestem dość niska itd i stwarzam pozory bezbronnej, pomimo, że rok trenowałam boks. Nie wiem jakbym zachowała się w takiej sytuacji jaką przeszłaś, na pewno z moim pyskatym językiem jeszcze bym zdenerwowała napastnika, ale trudno powiedzieć. Na pewno ta sytuacja Cię wiele nauczyła i myślę, że to nawet lepiej, że jeździsz z mężem w te różne miejsca, bo świat nie jest bezpieczny, a szkoda. Teraz ważne, żeby mieć oczy dookoła głowy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całe szczęście, że ten Turek ograniczył się tylko do patrzenia, a nie stało się coś niedobrego. Mnie właśnie ich natarczywe spojrzenia przerażają i odbierają pewność siebie. Zazdroszczę Tobie tej małej miejscowości, mnie też pewnie byłoby łatwiej gdybyśmy nie mieszkali w stolicy, tylko w jakimś małym miasteczku. Ty pewnie czujesz się bezpieczniej dzięki temu, że trenowałaś boks. Wiesz ja też mam pyskaty język i czasami zbyt niewyparzony, a temu kolesiowi odkrzyknęłam "spierdalaj" czy "odpierdol się ode mnie", już nie pamiętam. Wydaje mi się jednak, że był tak oszołomiony, że nawet te słowa do niego nie dotarły. Nauczyła mnie tyle, że wiem że zagrożenie może przyjść z każdej strony, w każdym miejscu i jest rzeczywiście realne. Kiedyś myślałam, że nic mi nikt nie zrobi, bo i dlaczego. Tamto zdarzenie pokazało mi, że świat naprawdę jest niebezpieczny, a niektórzy ludzie psychiczni. Niestety stało się to moją fobią i naprawdę nie potrafię iść tutaj gdziekolwiek sama. Kilka razy próbowałam, ale za jaką cenę? Serce tak mi wali jakby miało wylecieć z klatki piersiowej, ręce mi się pocą, idę nerwowym, szybkim krokiem, rozglądam się wokół jak przestraszone zwierzę. Niee... Zbyt dużo nerwów mnie to kosztuje. Cały czas myślę o tym, że jestem dość ładna, zwłaszcza jak się ładnie ubiorę i pomaluję. A z lustrzanką, robiąc zdjęcia makro kwiatów czy owadów, wyginając się w różnych dziwnych pozycjach na pewno wzbudzę zainteresowanie. Dlatego nigdzie tu nie chodzę... Gdybym mogła cofnąć czas, w ogóle nie pojechałabym tamtego dnia do byłego, w ogóle nie powinnam była do niego jeździć :/ Może nadal chodziłabym sobie beztrosko z aparatem w dłoniach i słuchawkami w uszach, nie zwracając na nikogo uwagi. A tak cierpię na jakieś głupie paranoje :|

      Usuń
    2. Wszystko małymi krokami, wiadomo, że to Cię przeraża i nawet pewnie nie wyobrażam sobie jak, ale myślę, że po 1 nic na siłę, a po 2 jeśli już coś zmieniać to po prostu częściej brać męża za rękę i razem dzielnie maszerować przez tą piękną stolicę! Nie możesz obwiniać siebie o to, że tam pojechałaś, bo równie dobrze mogło się to stać w innym momencie, a my nie mamy na to wpływu! Masz rację, że ludzie są psychiczni, czasami wyglądają nawet niewinnie, a wnętrze mają chore. Kolejna wada bycia ładnym.. a mówią, że to ułatwia życie. Mam nadzieję, że z czasem będzie lepiej kochana! :*

      Usuń
    3. Niech tylko zrobi się cieplej to z pewnościa będę cześciej porywać męża na spacery :)) Ja też mam taką nadzieję :**

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz i odwiedziny :)